Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jodi picoult. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą jodi picoult. Pokaż wszystkie posty

Krucha jak lód, Jodi Picoult








Boję się napisać cokolwiek. Mam wrażenie, że cokolwiek tu napiszę to nie odda to piękna tej książki. Najchętniej podałabym Wam tylko tytuł, autora i kazała czytać. A potem pozwoliła płakać razem ze mną, na przemian z niekontrolowanymi okrzykami zachwytu.

Czytałam już tę książkę kilka lat temu. Często wracałam do niej w myślach. Nieśmiało określałam ją mianem najlepszej książki Jodi Picoult, jednak wciąż nie byłam pewna czy mówię prawdę. Bałam się, że po prostu dobrze ją wspominam, albo, że po takim czasie nie pamiętam co rzeczywiście odczuwałam albo, że mam do niej sentyment, bo była moim pierwszym spotkaniem z jej twórczością. Postanowiłam powrócić. Sprawdzić jak jest rzeczywiście. I wiecie co? To nie tylko najlepsza książka Picoult jaką czytałam. To jest w ogóle najlepsza książka jaką czytałam.

O trudnych tematach pisze się chętnie, one przyciągają uwagę. Jednak jeszcze nie spotkałam kogoś kto pisałby o nich w tak piękny sposób. Z delikatnością, dobierając słowa w taki sposób, że samoistnie nabierają mocy. Czasem mam wrażenie, że Jodi nie pisze. Ona czaruje słowami. Tak jak w dzieciństwie marzy się o nadprzyrodzonych mocach, to ona taką posiadła. Nie potrafię Wam opisać tego co czuję czytając jej książki. To jest coś na wzór wtulenia się ostatni raz w najbliższą osobę i usłyszenia od niej "kocham cię". Przepełnia Cię ból rozstania i szczęście, że ktoś Cię kocha. Tak jest z książkami Jodi Picoult - otrzymujesz najsmutniejszą historię, jaką tylko można sobie wyobrazić, ale jest opakowana w ramiona bezpiecznych, znajomych słów. Jednocześnie płaczesz i wiesz, że nie musisz się bać, bo spotkało Cię coś pięknego...

Charlotte i Sean tworzą małżeństwo zalewie od kilku lat. Pragną dziecka, jak niczego na świecie. Wiedzą, że spotkali się dość późno i jeżeli uda im się i Charlotte zajdzie w ciążę to będzie to ciąża o wyższym ryzyku wystąpienia choroby. Boją się zespołu Downa. Nikomu nie przychodzi do głowy osteogenesis imperfecta. Rodzi im się wyjątkowe dziecko, ale nie do końca w taki sposób w jaki by tego oczekiwał każdy rodzic. Ma niesamowite oczy - odbija się w nich niebo. Białka lśnią jasnym błękitem. I jest niska, bardzo niska. To jedne z cech charakterystycznych wrodzonej łamliwości kości. Dorosły człowiek ma 206 kości. Ona połamie je setki razy. Willow. Takie wybrali dla niej imię. W języku angielskim dosłownie oznacza to wierzbę. Wierzby sporo płaczą, to prawda. Są z tego znane. Ale mimo smagań wiatru tylko się gną. Nigdy się nie łamią. To miała być wróżba. 
Ich życie staje się problemem, a szpital drugim domem. Rosnące długi, wieczny brak pieniędzy, wyrzeczenia, trudne chwile, samotność i  nieprzespane noce spędzone na rozpamiętywaniu : co gdyby Willow nie było? Co gdyby urodziła się zdrowa?  
Ciążę Charlotte prowadziła jej najlepsza przyjaciółka - Piper. To była najprawdziwsza przyjaźń, ta o której można marzyć. Czasem mam wrażenie, że tylko marzyć. Bezwarunkowe wsparcie i zrozumienie, kobieca miłość, długie rozmowy, czas, który zawsze się dla drugiej znajdzie. To przyjaźń mimo wszystko, wbrew wszystkiemu i wszystkim. Poprzez nietrafny zbieg okoliczności i kolejne złamanie Willow, Charlotte i Sean szukają pomocy u prawnika. Ten radzi, aby wytoczyć proces o błąd w sztuce lekarskiej. Mieliby oskarżyć Piper o to, że nie powiedziała im odpowiednio wcześnie o chorobie Willow i nie mogli zdecydować się na aborcję. Wystarczy deklaracja, że gdyby wiedzieli o chorobie to usunęliby ciążę. Wygranie sprawy zagwarantowałaby im wysokie odszkodowanie, które znacząco udogodniłoby opiekę nad Willow i całe jej życie. Ale czy niezbyt wysokim kosztem? 

"- A ty, jak długo cię znam zawsze widzisz świat w prosty sposób : tu czarne, a tu białe. Ja uważam inaczej. Jestem tego więcej niż pewna i to właśnie próbuję ci pokazać : nie ma czerni ani bieli, tylko tysiąc odcieni szarości. "

Ta książka zaciera wszelkie granice pomiędzy dobrem, a złem. Po jej przeczytaniu nie jestem w stanie jasno określić swoich myśli. Nie potrafię powiedzieć, kto postąpił prawidłowo, a kto nie. Kogo poparłabym spotykając się z bohaterami tej książki? Pokochałam każdego z nich szczerą miłością, każdego podziwiałam, każdemu współczułam. Charlotte za determinację i siłę walki, Seana za jego męską upartość, Piper za to jak wspaniałą przyjaciółką potrafi być, Amelię przez to, że była tak pogubiona, tak bardzo oczekiwała miłości i zrozumienia. Jest więcej postaci, mniej ważnych i każda z nich zadaje jakieś pytanie. A te pytania są niewyobrażalnie trudne. Tak trudne, że jeżeli ktoś jest bardzo wrażliwy ta książka przytłoczy go całym swoim ciężarem. A jest go sporo. Książki tak zwykle na mnie nie działają, ale po kilku pierwszych stronach chodziłam jak w transie. Zastanawiając się tylko : jak? dlaczego?
Ta książka porusza całą gamę problemów. A wcale nie odnosi się wrażenia, przytłoczenia i plątania wątków. Wszystko jest jasne i klarowne. Mówi się o chorobie. Mówi się o aborcji, adopcji, okaleczaniu, bulimii. Ale moim zdaniem to głównie książka o miłości. O jej najróżniejszych odsłonach. O tym jak potrafi być piękna, w jak drobnych słowach i sytuacjach możemy ją odnaleźć i niestety... jak boleśnie potrafi ranić.

"Kiedy kogoś kochasz, to wymawiasz jego imię zupełnie inaczej. Słychać, że w twoich ustach jest bezpieczne. "

Ta książka jest cudowną odpowiedzią na pytania, dlaczego czytam tak mało fantastyki. Myślę, że życie pisze wystarczająco piękne scenariusze.


Głos serca


Tytuł : Głos serca



Autor : Jodi Picoult



Liczba stron: 556



Wydawnictwo :  Prószyński i S-ka



Ocena : 3/6





Podobno zdarzają się w życiu takie monety, kiedy patrzymy w lustro i za nic w świecie nie możemy rozpoznać w odbiciu siebie. Przed oczami przewija nam się życie bez oparcia i miłość, już brak sił. Orientujemy się, że nie jesteśmy już szczęśliwe... Właśnie tak czuje się Jane - główna bohaterka "Głosu serca". Całe życie poświęciła na bycie idealną żoną Olivera, nie mówiła nic na jego ciągłe wyjazdy, na to, że nawet w domu cały poświęcał się pracy. Byli wobec siebie boląco obojętni, a nawet, gdy zdarzał się moment, gdy się do siebie odezwali, skutkowało to kłótnią. Oliver na swój sposób kochał Jane - uważał ją za wspaniałą żonę. Dbała o niego i dom, to mu odpowiadało. Jak twierdził: z jednymi się sypia, z drugimi żeni. Jane przyzwyczaiła się już do takiego rytmu życia i chociaż w głębi duszy była nieszczęśliwa to go nie zostawiła, bo piętnaście lat temu razem stworzyli ideał. Tak właśnie postrzegała ich córkę - Rebekę. To ona nadała sens jej życiu, jest jej miłością i drugą połową. Daje jej całą siebie, zastępuje nieobecnego ojca - nie chce by miała tak przykre wspomnienia z dzieciństwa jak ona. Jane tkwiła w toksycznym związku, żeby córka nie musiała wychowywać się w rozbitej rodzinie. Kiedy jednak dostrzegła, że dla Olivera nie liczy się nawet Rebeka, po strasznej awanturze postanawia uciec. Wraz z córką wyjeżdża w długą podróż do swojego brata, by tam odpocząć, trzeźwo spojrzeć na zaistniałą sytuację, zaczerpnąć dobrej rady i podjąć właściwe decyzje. Niedługo później rusza za nimi Oliver, pewien, że skoro potrafi wytropić humbaki w oceanie, to z łatwością przyjdzie mu odnalezienie własnej rodziny. Ta podróż okazuje się dla nich również podróżą do własnego umysłu - odkrywają na czym im naprawdę zależy, poznają kolejne oblicza samych siebie, określają swoje nowe priorytety, zmierzają z błędami przeszłości i szukają drogowskazów, które pomogą im wrócić na prawidłową drogę swojego życia z której w pewnym momencie zboczyli. Które z nich zapamięta tą życiową lekcję i wyciągnie z niej wnioski?  Jest to książka o szczęściu, nieco zagubionym i usilnie poszukiwanym oraz przede wszystkim o miłości, zupełnie różnej, bo to miłość szóstki bohaterów. Każda z nich jest inna, bo każdy kocha na swój sposób, inaczej wyraża uczucia. W kolejnych rozdziałach poszczególne osoby opowiadają o swoim życiu, lękach, problemach i szczęściu. Większość zdarzeń jest przedstawiana chronologicznie, jedynie Rebeka swą historię opowiada... od końca. Po Jodi spodziewałam się prawie wszystkiego, za każdym razem mnie zaskakiwała, mniej lub bardziej pozytywnie. Teraz jednak sprawiła, że byłam w wielkim szoku i to, niestety, w sensie negatywnym. Popełniła błąd, którego nie spodziewałabym się po najbardziej przeciętym pisarzu, a co dopiero po niej! Jak mogła wpaść na pomysł, żeby tuż na początku książki podać jej zakończenie?! Przez takie posunięcie odebrała czytelnikowi przyjemny dreszczyk emocji, chwile podekscytowania i napięcia. Co z tego, że jest fajne przyjemnie pisana, skoro czytamy ją bez żadnych emocji. Myślę jednak, że można to wybaczyć Jodi, ponieważ była to jej debiutancka powieść i jak widać z czasem jej talent pisarski tylko się udoskonalił.
Jeśli któraś z Was zaczęła przygodę z Jodi od "Głosu serca", proszę, żebyście przeczytały jej inną powieść. Bo jeżeli Wam się nie spodobała to sądzę, że warto dać jej drugą szansę, a jeśli wręcz przeciwnie to naprawdę tylko upewnicie się w tym, że pisze absolutnie wspaniale.;)



To, co zostało




Tytuł : To, co zostało


Autor : Jodi Picoult


Wydawnictwo : Prószyński i S-ka


Liczba stron : 553


Cena na okładce : 36 zł.


Ocena : 5/6




Nie zdarza mi się czytać książkowych nowości. Nie kupuję książek, wypożyczam je w wiejskich, słabo zaopatrzonych bibliotekach.  Jednakże musicie wiedzieć, że bibliotekarki potrafią czynić cuda! Szczególnie ta, którą ja znam - zdobyła najnowszą powieść mojej ukochanej Jodi Picoult. Pierwszy raz spotkałam się z takim odczuciem, gdy ma się świadomość, że jako pierwsza czytam książkę, nikt inny nie miał jej jeszcze w dłoniach i nie wertował  z zachwytem w oczach. Byłam wniebowzięta!

"To, co zostało" opowiada historię właściwe trójki osób. Josefa - sympatycznego, bardzo lubianego i szanowanego przez społeczeństwo dziewięćdziesięciolatka, który skrywa mroczną tajemnicę sięgającą czasów II wojny światowej, Sage - młodej dziewczyny z zaniżoną samooceną i jej babci - Minki, która przeżyła holokaust. Ich losy się łączą, gdy zaprzyjaźniony Josef wyznaje Sage swój sekret i prosi ją o "drobną" przysługę. Chciałby, by pomogła mu umrzeć.
Kiedy przeczytałam już niejedną książkę autora i cenię go bardzo wysoko, to nawet najmniejszy, powtórzony szczegół wywołuje u mnie rekację "O, nie! Jak mogła tego nie zauważyć?!”. Dokładnie tak było jak przeczytałam, że Rocco, jeden z drugoplanowych bohaterów nie spogląda ludziom w oczy tak samo jak Jacob, główny bohater z "W naszym domu". Wiem, że przesadzam, ale w pierwszej chwili byłam naprawdę oburzona, że tego nie dopatrzyła. Picoult bardzo delikatnie (ale zawsze) odstąpiła od utartego schematu, który powoli zaczyna mnie irytować.

Sądzę, że ta książka będzie nam - Polakom - dużo bliższa niż pozostałe tej autorki, ponieważ spora część akcji odbywa się właśnie w Polsce. Bardzo się cieszę, że Jodi Picoult postanowiła bliżej poznać historię naszego kraju. Ogólnie bardzo podziwiam autorkę za precyzję i dokładność, widać jak wiele czasu poświęca na pisanie, jak poszerza swoją wiedzę, dopracowuje treść o najdrobniejsze szczegóły. A opiera wszystko na informacjach z pierwszej ręki, od fachowców - nie z internetu.

W fabułę książki wplata się również wątek miłosny. Delikatny, przyjemny, bez zbędnych zawiłości i bezsensownych zwrotów akcji, które tylko motałyby w głowie czytelnikowi. Ot, subtelne, aczkolwiek ciekawe urozmaicenie fabuły.

Przy "To, co zostało" nie ma czasu na nudę. Wciąż towarzyszą nam emocje - bardzo odmienne. W jednej chwili ogarnia nas przerażenie, strach, w drugiej uśmiechamy się, wręcz zaśmiewamy z żartów padających podczas rozmów bohaterów. Wciąż coś się dzieje, wszystko ma sens - genialna fabuła. Autorka skłania nas do głębokich refleksji, przemyśleń, zatrzymania się na chwilę i zadania sobie kilku ważniejszych pytań.

Nie będzie to moja ulubiona książka Jodi Picoult, ale jest naprawdę dobra. Będę miała do niej sentyment i z pewnością nie raz komuś o niej opowiem. Zachęcam do przeczytania. ;))


Karuzela uczuć

Tytuł : Karuzela uczuć

Autor : Jodi Picoult

Wydawnictwo : Prószyński i S-ka

Liczba stron :  509

Cena na okładce : 32 zł.

Ocena : 4-/6


Z twórczością Jodi spotkałam się nie raz. Tym razem jednak towarzyszyły mi nieco odmienne uczucia.






Rodziny Harte i Gold od zawsze był z sobą kojarzone. Ich przyjaźń trwała od osiemnastu lat - mieszkali po sąsiedzku, a ich dzieci stały się nie rozłączne już od niemowlęcia. Cokolwiek robiła Emily to samo robił Chris i odwrotnie, jeżeli Chris zdarł sobie kolano - Emily płakała. To co ich łączyło można nazwać fuzją. "Umysły i osobowści tych dwojga tak się ze sobą stopiły, że w zasadzie  przestały się od siebie różnić. Wyrośli w takiej bliskości, że nie potrafiliby bez siebie funkcjonować. Wszystko co przydarzyło się jednemu z nich, odbijało się także na drugim."


Pewnej nocy w obu sąsiedzkich domach nocną ciszę rozrywa dźwięk telefonu. Pada na nich straszliwy cios, a ich przyjaźń, małżeństwa i życie zostają poddane próbie. Emily zmarła od postrzału w głowę, ranny Chris leży w szpitalu. Pojawia się pytanie - Czy to morderstwo czy niedane rozszerzone samobójstwo? I to pytanie zmienia wszystko. Całe ich życie zostaje diametralnie zmienione. I nic nie przywróci tego co było kiedyś. Nie można cofnąć czasu.

Chris nagle zrozumiał, że jeśli Emily się zabije, to on umrze. Może nie natychmiast, może nie od tej oślepiającej fali bólu, ale tak się stanie. Nie da się długo żyć bez serca.

Przy czytaniu tej książki pytania nasuwają sie same. Zastanawiamy się jak dużo można zrobić dla swojej miłości, nurtują nas zagadnienia o tematyce samobójstwa, depresji, nastoletnich problemów, seksu, aborcji oraz przyjaźni. Jodi Picolut otwiera nam oczy na wiele spraw. Uświadamia nas, że wiele rzeczy wcale nie wygląda tak jak byśmy to sobie wyorbażali.


Jak mógłby wytłumaczyć komuś, kto nigdy jej nie widział, że zawsze pachniała deszczem albo, że żołądek skręcał mu się w supeł, kiedy patrzył, jak rozpuszcza warkocz? Jak opisać, co czuł, kiedy kończyła za niego zdanie, kiedy kubek, z którego razem pili, obrałaca tak, żeby położyć usta na tym samym miejscu, co on? Jak wyjaśnić, że czy to w szkolnej szatni, czy pod wodą, czy w lasach Maine, dopóki była z nim Emily, czuł się jak w domu?

Książka Jodi Picoult jak każda - była wstrząsająca, poruszająca i niesamowita. Niestety muszę powiedzieć, że nie była jedyna w swoim rodzaju. Opis Jordana - obrońcy Chrisa, samotnego ojca i współpracującej z nim oszałamiająco pięknej pani detektyw niebezpiecznie mocno przypomina mi trójkę bohaterów książki pt. "Czarownice z Salem Falls". Natomiast rozpad wieloletniej, kobiecej przyjaźni kojarzy mi się z inną powieścią Jodi Picoult - "Krucha jak lód". Ponadto jakoże nie pierwszy raz stykam się z jej twórczością książka okazała się dla mnie niesamowicie przewidywalna i z łatwością odgadłam dalszy tok wydarzeń. Pod względem oryginalości na tej książce bardzo sie zawiodłam.






Żeby mieć porówanie obejrzałam adaptację filmową tej książki stworzoną w 2002r.
Pomijają tam wiele wątków, przedstawiają nieco inny tok wydarzeń i przede wszystkim bohaterowie wyglądają i zachowują się zupełnie inaczej niż to sobie wyobrażałam. Film nie potrafi oddać tego napięcia i wzruszenia które czuje się podczas czytania powieści. Jeżeli ktoś z Was chciałby obejrzeć ten flm proponuję najpierw przeczytać książkę.
Gdyby ktoś mał problemy ze znalezienem filmu w internecie, służę pomocą. ;)







Pozdrawiam, Kropka.

PS: Serdecznie zapraszam na blog mojej koleżanki, bez której krótko mówiąc tego bloga chyba by nie było. Wiele jej zawdzięczam. Dzięki Ci, Jula. :*

W naszym domu

Tytuł : W naszym domu
Autor : Jodi Picoult
Ocena : 10/10
Recenzja :

Kiedy twoje dziecko nie jest w stanie spojrzeć ci w oczy, 
czy oznacza to, że jest winne najgorszej zbrodni?
Osiemnastoletni Jacob Hunt od pięnastu lat cierpi na zespół Aspergera - jest to łagodniejsza postać autyzmu. Cłopiec miewa niepohamowane wybuchy gniewu, wpada w szał gdy słyszy odgłos gniecionej, dartej kartki lub gdy jedznie jest nie w tym kolorze co powinno. Jacob nie potrafi odczytywać sygnałów społecznych, nie wyczuwa ironii i nie wie kiedy ktoś żartuje, nie mówi na poważnie. Ponadto nigdy nie patrzy ludziom w oczy, twierdzi, że to jest wgląd do duszy człowieka i patrząc w nie, narusza ludzką intymność. Mimo tego wszystkiego, poniekąd to zwyczajny nastolatek, który ma swoje hobby - jest to kryminalistyka. Pojawia się na miejscach przestępstwa i pomaga policjantom w rozwiązaniu zagadki, mimo ich szczerej niehcęci do jego poczynań.Wie na ten temat wszystko, tak jakby czytał z książki. Nie potrafi jednka powiedzieć o niej nic, własnymi słowami...
Emma Hunt - matka Jacoba, jego młodszy brat Theo i prywatna instruktorka umiejętności społecznych - Jess Ogilvy pomagają mu przy codziennym życiu. Emma wspaniała matka, która stara się nie pokazywać słabości kocha nad życie swoich synów. Mimo swoich starań, nie potrafi spełnić wszystkich wymagań Theo i pomóc mu w jego problemach, ani nie może być z Jacobem na każdym kroku.

"Prawdziwa matka nie słucha z pokorą i wstydem, kiedy jakaś starsza pani w kolejce do kasy nieproszona zaczyna ją pouczać, jak należy radzić sobie z dzieckiem, które wpadło w histerię. My, prawdziwe matki bierzemy krzykacza, sadzamy go w koszyku babci od dobrych rad i mówimy -Świetnie. Może pani poradzi sobie lepiej.”

Mimo tych wszystkich problemów... Co się stanie, gdy policja znajdzie zwłoki Jees Ogilvy? I co się stanie gdy ukochana, tęczowa kołdra Jacka znajdzie się na mniejscu zbrodni? Co sie stanie? Tego się dowiecie po przeczytaniu książki. A naprawdę warto!

Ode mnie: Jak już wiecie Jodi to moja ulubiona autorka. To jest jedna z jej lepszych książek, chociaż się wahałam nad posatwieniem 10. Ale zasługuje na to. ;)



Prawdziwa matka umie przyznać, że egzamin z macierzyństwa łatwiej oblać, niż zaliczyć... Śpij spokojnie, prawdziwa matko. Jeśli masz wątpliwości, czy jesteś dobrą mamą, to znaczy, że nią jesteś.

Całym serduchem pokochałam Emmę. Rozwódka, pracująca w gazecie z dwójką dzieci na utrzymaniu. W dodatku jedno jest chore na autyzm, a drugie jak się później okazuje okrada domy. Panna Hunt jest zupełnie sama, nikt jej nie pomaga. Były mieszka zdecydowanie za daleko, a poza tym wcale nie spieszy mu się, żeby odwiedzić swoje dzieci. Ma teraz nowe - ładne, mądre i  z d r o w e. I żonę - piękną, zaradną.I dom - duży, bardzo duży. Początkowo gorąco chciałam, żeby związała się z policjantem, którego poznała przy sprawie Jess. Jednak w jej oczach stracił już całe zaufanie. W moich nie. Był na służbie, postąpił słusznie. Emma to wzór do naśladowania. Jest wspaniała i wybaczcie, że piszę teraz tylko o niej. Ale w pełni an to zasłużyła. Zdecydowanie! Czytajcie to kochani, bo jak nie... znajdę Was. ;))

Kropka. 

Czarownice z Salem Falls

Tytuł : Czarownice z Sallem Falls
Autor : Jodi Picoult
Ocena : 8/10
Recenzja : Jack St. Bridge, były nauczyciel historii i trener żeńskiej drużyny piłki nożnej po wyjściu z więznia  za rzekomy gwałt na swojej uczennicy - Catherine. Teraz całkowicie zrywa ze swoim dawnym życiem i przenosi się do Salem Falls. Gdzie nikt go nie zna i jak mu się zdaje nikt się nie dowie o jego nieprzyjemnej przeszłości. Zatrudnia się tam jak pomywacz w restauracji Addie Peabody. Jest to kobieta po nie małych przejściach - siedem lat temu zmarła jej córka Chloe, w wieku dziesięciu lat. Addie nie potrafi się z tym pogodzić i udaje, że córka nadal pląta jej się pod nogami, przeszkadza. Codziennie zostawia dla niej na stole przygotowane jedzenie. Między nią a lękliwym Jackiem z czasem rodzi się miłość. Niestety, szyki postanawia im popsuć czwórka nastolatek bawiących sie w czarownice. Uznają, że przystojny, skromny trzydziestolatek to idealny mężczyna dla nich. A potem, przez wszystko sypie się po kolei. Jack ląduje w więzieniu, ale teraz postanawia walczyć z wymiarem sprawiedliwości oraz z uprzedzeniami.
Duże conieco ode mnie : Mieszkam w małej wsi, a i do miasta z prawdziwego zdażenia mam ok. 40 kilometrów. Muszę się zadowolić bibliotekami w większych wsiach albo mniejszych miastach. Kupowanie książek nie wchodzi w grę, bo mama twierdzi, że prędzej czy później ( z naciskiem na później ) książka pojawi się w którejś bibliotece. Także, żeby zdobyć jakąś nową książkę Jodi, musiałam się trochę naczekać. Byłam już gotowa czytać od nowa wszystkie jej książki, które miałam pod ręką. Ta spadła mi z nieba. Kocham książki pani Picoult. Większość osób odrzuca wątek prawny w jej książkach - owszem czasem może znużyć to całe prawnicze gadanie. Ale nie mnie. Jodi Picolut wprawnie wplata w każdą  (którą przeczytałam ) opowieść wątek miłosny, rodzicielski i prawny. Za każdym razem niesie jakieś przesłanie. Tym razem są to uprzedzenia. Zawsze pokazuje nam przestepców od tej drugiej strony, prywatnej. I robi to w sposób tak ujmujący, że mimo wszystko zawsze stoję po stronie przestępcy.
Mimo, że książka mnie poruszyła nie dam jej za żadne skarby maksymalnej ilości punktów. Czytałam o wiele lepsze książki Jodi. Denerwował mnie wątek nastolatek-czarownic, wiem że jest potrzebny do rozwikłania całej zagadki, ale... nic nie mogę poradzić na to, że mi nie odpowiadał! Rozczarowała mnie też uległość przyjaciółek wobec Gillian. Jednak najbardziej zawiódł mnie koniec książki. Oczywiście, po części się domyślałam jak to wszytsko się zakończy, ale myślałam, że wszytsko lepiej się rozwinie. Chociaż z drugiej strony, też dobrze, że w procesie nie zostało ujawione wszystko - takie jest życie. Jednak, żeby przy takich informacjach został wydany taki wyrok?! I to w tak krótkim czasie?! Jestem w szoku.
Wybaczcie, takie rozwinięcie. Ale nie mogłabym sobie odmówić opisania takiej książki. W końcu Jodi Picoult to moja ulubiona autorka! A przez tą książkę, zaniedbałam święta. Całą Wigilię i pierwsze święto spędziłam z nosem w książce. ;) Uzależnienie, ot co.


Kropka.

Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu