Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Bonda. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Katarzyna Bonda. Pokaż wszystkie posty

Lampiony, Katarzyna Bonda


O Bondzie jest głośno. Głośno na tyle, że każdy kto chociaż w jakimś małym stopniu siedzi w temacie polskiej literatury - wie kim ona jest. Właściwie, to nawet nie musi. Wystarczy, że ogląda śniadaniówki albo ma internet i dogłębnie scrolluje facebooka. 
Katarzyna Bonda udziela tylu wywiadów i ma tak dobrze opracowaną promocję książek, że jeszcze zanim zapoznałam się z jej twórczością wiedziałam wszystko o tym jak tworzy, o czym tworzy i dlaczego to jest takie wyjątkowe. A jak przebiegła konfrontacja z oryginałem?

Na pierwszy ogień poszła najnowsza powieść - "Lampiony". To trzecia część serii o profilerce Saszy Załuskiej. Sasza została wysłana w delegację do Łodzi, by tam ustalić kto jest sprawcą zagadkowych podpaleń. Miesza się w to również podejrzenie o stacjonowanie w tym mieście oddziału ISIS, który szkoli zawodowych zamachowców. Tłem całej historii jest właśnie Łódź, która wbrew pozorom zamiast unosić się z wdziękiem na powierzchni, zapada się w coraz głębsze bagno przestępstw.. 
I tu się zaczynają schody przez które przejść było mi bardzo ciężko. Sam pomysł był w miarę okej, miał potencjał i w gruncie rzeczy to on mnie najbardziej zainteresował. Z kolei jego realizacja mocno mnie zirytowała. Wszystkie książki Bondy są długie. Nie wiem jak z innymi powieściami, ale w tej okazało się to jej piętą ahillesową. Historia została bardzo rozciągnięcia i przez jakieś sto stron ciężko mi było się w nią wbić, wczytać. Za dużo pobocznych wątków i za dużo postaci - wszystko się plącze i ciężko nadążyć za główną myślą autorki. Podejrzewam, że gdyby Bonda nie chciała za dużo, mogłoby być w miarę znośnie. Podstawową formę, nieco okrojoną ze zbędnych rozgałęzień, czytałoby się o niebo swobodniej i przyjemniej.

Nie można z kolei zaprzeczyć, że Bonda bardzo starannie przygotowuje się do swojej pracy i pisanie książek traktuje nie jako hobby czy formę zabawy, ale podchodzi do tego zawodowo. W "Lampionach" można zauważyć, że autorka mocno zgłębiła wiedzę na temat Łodzi. Zachwyciła się miastem podczas jednego ze spotkań z czytelnikami i tak powstał pomysł na osadzenie akcji nowej powieści właśnie tam. Nie przedstawia Łodzi jednoznacznie jako piękną, ale różnorodną. Nie bawi się w nudne, przytłaczające opisy. Pokazuje przekrojowość miasta poprzez inność mieszkańców. Łódź nie jest tylko tłem wydarzeń, ale kolejnym, ważnym bohaterem. Niemal czuć jak zmienia się wraz z rozwojem fabuły. 
Z kolei mam mieszane uczucia co do głównej bohaterki. Niby ciekawa - niepijąca alkoholiczka z dzieckiem, w specyficznej sytuacji uczuciowej, z zacięciem i fajną pracą. Zwyczajna, normalna - to w niej polubiłam. Jednak Sasza nie uzewnętrznia się, bardziej relacjonuje. Jej postać nie została na tyle pogłębiona, że mogłabym się z nią w jakiś sposób utożsamić i to trochę przeszkadza.
Drugim głównym bohaterem jest piroman i to on mnie rzeczywiście zaciekawił. Przez większość książki nie wiedziałam kim jest, ale z każdą stroną poznawałam go bliżej. W myśl zasady " wiesz jak? wiesz kto". Do kolejnych wniosków dochodzi się nie tylko przy pomocy analizy Saszy, ale również rozdziałów jemu poświęconych - czytelnik poznaje jego myśli, kroki, dowiaduje się co go dotyka i w końcu czemu podpala. 
Idąc tym krokiem rozwiązanie sprawy nie jest niczym zaskakującym i zwyczajnie wynika z całości książki. Chociaż można spodziewać się innej niespodzianki, która zapowiada kolejną część. To sprawia, że wiem, że dużym błędem było zaczęcie przygody "od środka". Znacznie łatwiej byłoby mi wdrożyć się w historię znając poprzednie perypetie bohaterki. "Lampiony" czyta się dość trudno jako odrębną, niezależną powieść. Zdarza się, że autorka wspomina o jakichś sytuacjach, ale zupełnie ich nie wyjaśnia nowemu czytelnikowi.
Ciężka do zgryzienia jest też sprawa stylu autorki. Posłużyła się stylizacją językową, która zamiast wprowadzić w odpowiedni klimat - irytuje. Jest przekombinowana na tyle, że w pewnym momencie zaczęłam się zastanawiać czy to celowe ironiczne zagranie czy nieudana zagrywka. To nie intryguje tylko wzbudza zażenowanie.

Czy Bonda to królowa polskiego kryminału? Wstrzymałabym się jeszcze z odpowiedzią na to pytanie. Na pewno nie jest nią w tej książce. Nie wyrwała się z ram klasycznego kryminału i niczym mnie nie zszokowała. Jedynie troszkę zmęczyła.


Maszyna do pisania


Tytuł : Maszyna do pisania


Autor : Katarzyna Bonda


Cena z okładki : 39, 90 zł


Liczba stron: 319


Wydawnictwo : Muza


Ocena : 5/6




Zawsze lubiłam pisać, zawsze wierzyłam, że będę pisać dla ludzi, nie dla szuflady. Jestem pewna, że nie jestem samotna w swoich marzeniach. Katarzyna Bonda wychodzi z pomocą - zamierza podzielić się z nami swoim doświadczeniem, dać motywacyjnego kopa i podszkolić. Jak oceniam jej starania, całą książkę? 

Nie pierwszy ogień pójdzie okładka. Układ, czcionka, dobór kolorów - wszystko to jest naprawdę miła dla oka. Jednak totalną pomyłką wydaje mi się zdjęcie - do bólu sztuczne, Bonda na pewno nie wyszła na nim korzystnie (w przeciwieństwie do sesji dla Playboya..). Jednakże okładka wcale nie musi  współgrać z treścią. 
Wstęp radziłabym ominąć, chyba, że ktoś chce się upewnić, że pisząc można coś osiągnąć albo poczytać jak autorka dowartościowuje się/zasłużenie chwali. Nie mnie oceniać czy ma prawo do tak swobodnego wychwalania się, bo nie wiem czy kryminały, które pisze w rzeczywistości są tak dobre. To moje pierwsze spotkanie z nią. Muszę przyznać, że jestem rodowitą Polką i taka autoreklama trochę mnie poirytowała. Co nie znaczy, że jej nie rozumiem. Autorka nie jest całkowicie zapatrzona w siebie i nie stawia siebie za autorytet, powołuje się często na innych autorów, jako przykłady dla poparcia swoich tez podaje książki, które są powszechnie szanowane. To mi się podoba.

Katarzyna Bonda podzieliła swoją książkę na kilka działów i poruszyła w nich każdy ważny aspekt powieści, od bohatera po narrację. Każdy dział ma na końcu zestaw zadań, które podobają mi się z tej książki najbardziej. Zdecydowanie mogę powiedzieć, że motywują, rozwijają własny pomysł, a nawet, jeżeli jest taka potrzeba pomagają  go znaleźć. Osobiście skupiłam się właśnie na nich, ale jeżeli ktoś potrzebuje jeszcze więcej to wszystko znajdzie. Książka została całkowicie obnażona, rozłożona na czynniki pierwsze. Czytamy o strukturach dramaturgicznych, elementach dramaturgii, gatunkach powieści, archetypach postaci. Autorka sięga nawet do zasad skonstruowanych w starożytności przez Arystotelesa. Dokonuje różnych podziałów (bardziej i mniej przydatnych), przywołuje wyniki badań psychologicznych - jednym zdaniem widać, że zna się na rzeczy, bardzo pogłębiła wiedzę w tej tematyce. Oczywiście zdarza się, że czyta się o rzeczach całkowicie oczywistych, ale można było się tego spodziewać. Nie można oczekiwać, że przez całe trzysta stron autorka będzie nas zaskakiwać i motywować każdym słowem, jest tu trochę lania wody. Nawet trochę więcej niż trochę, ale to się zdarza w każdym poradniku, więc nie można mieć tego za złe. Osobiście polecam czytać książkę, podobnie jak lektury szkolne, czytasz całość, wiesz o co chodzi, ale w rzeczywistości wertujesz wzrokiem strony do momentu, który Cię zainteresuje. 
To, co podziałało na duży plus w ocenie książki to fakt, że Katarzyna Bonda postanowiła podzielić się również wiedzą bardzo praktyczną, tj. na temat redakcji i wydawania książki. Instruuje nas jaka umowa jest najkorzystniejsza, co wysłać do wydawcy i jak wygląda praca z redaktorem. Ta część książki przyda się na pewno osobom, które myślą już na poważnie o wydaniu książki i szukają konkretnej pomocy.

Najważniejsze dla mnie informacje, które wyłuskałam z książki to to, że nic nie jest regułą. Niektórzy grzmią : wystrzegajcie się szczegółowych opisów, one nudzą czytelnika! A co z Cieniem wiatru i opisami Barcelony? A z Hobbitem? Inni namawiają do łamania stereotypów, ale mamy sentyment do happy endów. Moim zdaniem trzeba po prostu znaleźć swój przepis na sukces poprzez pisanie, pisanie i pisanie i poddawanie się konstruktywnej krytyce, "przeżucie" i dopracowanie pomysłu ( jak np. radził Olgierd Świerzewski) Poza tym róbmy to co zawsze - widźmy, słyszmy i czujmy więcej niż inni. I zapisujmy to wszystko, a nóż ktoś kiedyś uzna nasze gryzmoły na wartościowe? 
Katarzyna Bonda, jak sama podkreśla, przedstawiła jedną z wielu dróg. Jaką wybierzemy, zależy od nas samych.

Jeżeli jesteście zainteresowani książką to zapraszam Was na stronę wydawnictwa (klik), gdzie aktualnie można znaleźć korzystną przecenę : 



Chciałabym Was zaprosić na stronę na facebooku, zależy mi, żeby trochę Was się tam trochę znalazło, żebym miała z Wami bezpośredni kontakt - KLIK.
I jeszcze jedna - bardzo ważna dla mnie sprawa! Założyłam nowego bloga - zamieszczam tam swoje luźne przemyślenia, piszę o tym co i jak postrzegam. Właściwie to dopiero zaczynam pisać, ale jestem strasznie podekscytowana, bo to coś, co naprawdę lubię! zeszytkolowy.wordpress.com


Obsługiwane przez usługę Blogger.

Szukaj na tym blogu