Gdyby nie ona, Joyce Maynard
W zeszłe wakacje poznałam pewną kobietę. Rozmawiało nam się dość lekko, choć czasami mnie irytowała lub nudziła. Mama mi zawsze mówiła, że nie wolno oceniać ludzi po pierwszym spotkaniu, wrażeniu. W te wakacje spotkałyśmy się znów. Rozmawiało nam się przyjemniej, swobodniej, choć ona dość często zahaczała o tematy, które już dawno omówiłyśmy. Chciałabym Wam przestawiać Joyce Maynard.
Po zeszłorocznej lekturze książki "Ostatni dzień lata" zapadło mi w głowę nazwisko autorki. Bardziej niż sama książka. Może to i lepiej. Tamtej nie zaliczyłabym do książki najwyższych lotów. A ta, wywarła na mnie spore wrażenie, mimo małego zgrzytu.
To trochę obyczajówka, trochę dramat i kryminał. Choć przy najbardziej emocjonującej scenie można też odnaleźć zalążek dobrej komedii. Sprawa rozchodzi się o dwie niesforne siostry, którym matka w depresji dała pełną swobodę. Lato 1979 r. Nie mają telewizora, komórki, internetu. Biegają po zboczach, piszą opowiadania i podglądają sąsiadów. Ich domem jest podwórko i tak jak wielu rodziców zarzuca swoim pociechom - traktują dom jak hotel. Przychodzą spać i jeść. Choć i jeść czasem się nie chce. Uciekają przed nudą, wiecznie smutną mamą i tęsknotą za ojcem - detektywem lokalnej policji. Przyjeżdża rzadko, ale każde z tych spotkań ma w sobie tyle wyjątkowości, ile tylko może mieć spotkanie dziecka z ojcem.
Pewnego dnia na wzgórzu za domem Rachel i Patty dochodzi do morderstwa. A potem do kolejnych kilkunastu. Dziewczyny dostają od ojca, który prowadzi sprawę, surowy zakaz bawienia się na wzgórzu. Oczywiście, jako kochane grzeczne córeczki posłuchały rady ojca. Łapa w górę, kto się domyśla, jak to się skończyło. Pewne swoich zdolności i przebiegłości, postanawiają za wszelką cenę rozwiązać sprawę seryjnego mordercy. Trafiając na kolejne tropy są coraz bardziej zdeterminowane, tym bardziej widząc, jak śledztwo zabiera im ojca.
Sięgnęłam po tę książkę, bo to rzeczywiście było jak spotkanie z wakacyjną znajomą. Poza tym ta okładka... Jest tak urocza, że od razu było widać, że to będzie dobrze spędzony czas. Zdecydowanie bardziej podoba mi się polska wersja od oryginalnej.
Tak jak jednak mówiłam Joyce Maynard mówiła mi o sprawach, o których mówiła mi też przy poprzednim spotkaniu. Pojawił się taki sam schemat, jak w poprzedniej książce. Rozwód rodziców - ojciec układa sobie życie, a matka wpada w depresję. I znów nie potrafi gotować. Ale już same postacie znacznie się od siebie różnią. Zapałałam miłością do ojca Rachel i Patty. Mimo, że był nie obecny, że zdradzał ich matkę, że kochał wszystkie kobiety... to wciąż one były najważniejsze. Kochał je tak jak nie kochał nikogo, rozmawiał z nimi i traktował jak równe sobie, ich przygody, wspólne spędzanie czasu, wspomnienia, które zostaną z nimi na zawsze - to było piękne. Piękna była też więź sióstr, które połączyło nie tylko wspólne dzieciństwo i geny. To ta z siostrzanych miłości, która należy się każdemu. Skoczą za sobą w ogień, robią ze sobą najgłupsze rzeczy i nie mają przed sobą żadnych tajemnic. Czytając o tym, zatęskniłam za moją młodszą siostrą, którą nie widziałam już jakiś czas.
Autorka znów pochyliła się nad tematem rodziny i dojrzewania. Z tego jest znana. Tak jak w poprzedniej książce jej podejście do tych trudnych tematów wydawało mi się trochę nieodpowiednie, może troszkę niesmaczne, tak przy tej mogę jej tylko złożyć gratulacje. Nie tak dawno też byłam trzynastolatką, podobnie jak Rachel, i pamiętam moje przerażenie, problemy. Idealnie oddała powagę tej sytuacji. Ważnym tematem była też rodzina Co z dziećmi, gdy rodzice się rozwodzą. Co z rodzicami i ich prawem do szczęścia.
Podoba mi się w jej książkach lekkość z jaką pisze o problemach, jak sprawia, że trudne rzeczy czyta się przyjemnie. To książka, którą zdecydowanie każdemu bym poleciła, szczególnie na wakacje wydaje mi się idealną pozycją. Nie głupią, ale nie za trudną. Prostą, ale nie prostacką.
"Tak frapujące powieści nie pojawiają się zbyt często"Jodi Picoult